statystyki www stat.pl
Who Links Here

RSS
niedziela, 14 lutego 2010
rok metalicznego tygrysa - 2010
zaczal sie wczoraj. teraz wszystko musi juz byc dobrze. po tygrysiemu! ja tez zaczne znow pisac. pisanie w zeszyciku ma swoja magie i bardzo je lubie, ale teraz wole byc blizej ludzi, zajrzec na ich blogi tez. ze niby nie jestem sama....
¶roda, 16 wrze¶nia 2009
2009
i minal kolejny rok, a ja namieszane mam w zyciu jeszcze bardziej. zwlaszcza w haslach wszedzie tam gdzie je mam....
wtorek, 17 czerwca 2008
2009 lato
minal kolejny rok, namieszalam jeszcze wiecej.
sobota, 22 wrze¶nia 2007
bardzo ciezko znowu zaczac pisc. i chyba to odloze na nastepny raz :)

......................bo dzis boli mnie glowa, chyba juz czwarty dzien z rzedu, czasem mniej czasem bardzo, ale czuje ciagly bol. jutro odbieram wyniki - robilam wczoraj tomografie mozgu, bo moje nieustanne migreny moga miec swoj konkretny powod. np mam jakiegos krwiaka po 3 krotnym nabiciu sobie porzadnego guza o kant blatu.moze czas przestawic kocie miski w bezpieczniejsze miejsce, ekhm.... 

00:56, jestem.julia
Link Komentarze (1) »
poniedzia³ek, 26 lutego 2007

moja wizja raju - czyli co stworzylam tabletem, kory podarowal mi z okazji walentynek moj osobisty maz!

znow tylko na chwile , ledwie przelotem. w glowie klebie sie od mysli, a dnia nie starcza by zrealizowac wszystko co zaplanowalam.

przede wszystkim jednak - co najwazniejsze - odstawilam juz leki. nawe te nasenne. pozegnalam sie z depresja bez zalu.

czytam jak oszalala - glownie osho, ale tez murakami. tak latwo sie w nim zakochac! zreszta w ideach osho takze.

odwiedzam lekarzy, zeby porobic przed wyjazdem kontrolne badania. nie bylo latwo dostac skierowania, nie chcialam klamac, ale kiedy uslyszalam, ze nie dostane skierowania bo ,,statystycznie,, w moim wieku nic mi nie grozi, szlag mnie trafil i zaczelam lgac jak najeta. chociaz moj geograf zawsze powtarzal, ze statystyka sie myli, to wole nie ryzykowac :)

poza tym udalo sie szczesliwe przeprowadzic z ojcem plan sprowadzenia z niemiec aut na sprzedaz. po 17 godzinach jazdy mialam jednakze absolutnie dosc. ale nie mowie, ze nie zrobie tego jeszcze kiedys znowu :)

i jeszcze wiele innych rzeczy, o ktorych juz dzis nie napisze, bo teraz to ja chodze spac najdalej o 2

milego dnia wszystkim pracusiom i tym szczesciarzom ktorzy moga pospac do 11.

jak ja jutro :)

01:13, jestem.julia
Link Komentarze (1) »
poniedzia³ek, 18 grudnia 2006
moi blogowi przyjaciele!

tym ktorzy ciekawi sa co slychac na londynskim blogu wysle adres mailem. wystarczy zglosic sie na ochotnika tu :) niebea@gmail.com

ujawniajac wam londynski blog trace swoja anonimowosc, spelniajac tym samym wasze liczne prosby - byliscie ciekawi jak wygladam. kiedy zaczynalam go pisac byl przeznaczony tylko dla kilku wybranych przyjaciol, nie mialam czasu odpisywac kazdemu na ich rozpaczliwe maile: ,, co slychac???!!!  ,,        .

 a teraz jestem juz gotowa, zebyscie i wy mogli tam zajrzec. nie mam nic do ukrycia. a to co mam do ukrycia i tak pozostanie tajemnica ;)

to nie jest potrzeba ekshibicjonizmu - jestem pewna - znajda sie tacy ktorzy mi to zarzuca. zreszta zawsze bawi mnie ich naiwnosc - piszecie, wiec sami wiecie, jak wyglada szczerosc na blogu. ma swoje granice...a w moim przypadku ten ,,ekshibicjonizm,,  to jedynie lenistwo i brak czasu, by przerzucic stamtad notatki do julki, bez zdjec.

no i nie bede kokietowac....odbedzie sie selekcja :)

zmienilam sie ja, zmienila sie rola jaka pelnil dla mnie blog gdy go zaczynalam dwa lata temu. zmienil sie w miedzyczasie nawet jego tytul.

panta rej - rzeka plynie....- choc kazdy dzien wydaje sie podobny -  kiedy przejrzymy swoje archiwum ze zdumieniem stwierdzamy, ze nic juz nie jest takie samo jak wtedy. ktos sie zareczyl, ktos wyjechal, umarl ktos bliski...

tylko na wiosne czeka sie tak samo mocno i niecierpliwie...

 

02:19, jestem.julia
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 listopada 2006
ja caly czas jeszcze zyje i zamierzam zdradzic co porabiam, tylko zdziebko czasu mi na to trzeba!!!!
17:38, jestem.julia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 wrze¶nia 2006
przepraszam moich blogowych przyjaciol

ze ich nie odwiedzam, powroce na wasze lono tak szybko ja bedzie to mozliwe!

a tymczasem...

      klamka zapadla. jutro zaczynam prace -  i zycie  -  u babci parkinson. moja walizka juz tam jest, ale ostatnia ta noc spie jeszcze u monik. mam tam sliczny pokoik dla siebie, osiedle jest ciche i zielone, lodowka pelna, woda ciepla....jak na wiezienie calkiem niezle warunki. 

 kazdego dnia po lunchu bede miala 3 godziny wolnego, moge wyjsc i robic co chce, albo raczej co uda mi zrobic w tak krotkim czasie, wszedzie stad daleko.... w soboty po sniadaniu mam miec wolne, az do kolacji.
 
 przeraza mnie troche ze nie rozumiem  belkotliwej mowy mojej grenny -  spowodowanej choroba. a jesli juz ow belkot zrozumiem, to nie znam przeciez  znaczenia wszystkich slow po angielsku.
oj, bede miala ekspresowy kurs angielskiego.
az zal, jak pomysle, jak dobrze znalam ten jezyk, a tyle zapomnialam przez ostatnie lata nieuzywania go.
 
       tymczasem, kiedy to zaspokoilam swoje pierwsze egzystencjonalne potrzeby -  nadszedl czas na refleksje.
przeczytalam recenzje ksiazki :,,kiedy zycie cie przerasta,,  - opartej na filozofii buddyjskiej i zapadlo mi  w serce kilka zdan.
       otoz: sami zadajemy sobie bol, chcac zatrzymac cos dla siebie na stale, na zawsze. to wbrew naturze. wszystko wciaz ulega przemianie, mija nieuchronnie. walczymy z wiatrakami czyniac starania by czuc sie pewnie i bezpiecznie dzieki zapewnieniu sobie stalosci. im szybciej  pogodzimy sie  z taka koleja rzeczy, tym mniej czeka nas rozczarowan.
        a do  poczucia szczescia wystarczy tylko umiec sie cieszyc kazda chwila terazniejsza, zauwazyc ja, docenic. to buddyjskie motto ,,uwaznego zycia,,.
        zyj teraz, dzis -  bo przeszlosc i przyszlosc nie istnieja, sa jedynie wytworem twojej j wyobrazni, zludzeniem.
 wazne to, co dzis. ta wlasnie chwila.
 
wiec coz...,,carpe diem,, ...
 
01:47, jestem.julia
Link Komentarze (2) »
londyn, dzien 5

wiesci z frontu sa nastepujace: padam na ryj.

 
spie po 5 godzin bo mieszkam w tak zwanym livingu czyli pokoju goscinnym mojej siostry, a oni dosyc pozno sie klada, delikatnie mowiac, a jeszcze wczesniej wstaja, plusem tej sytuacji jest to, ze co dzien rano dostaje kubek kawy do lozka, monik jest wyjatkowo wyrozumiala jesli chodzi o moj stan poranny  - czyli  - zombi.
a dzis poszlam na szkolenie do agencji. w spodniczce do kolan. nie moglam przeciez wiedziec ze posadza mnie na krzesle, opatula w jakas siatka i specjalna maszyna bede transportowac na drugie krzeslo. no a nogi na bok....niezle tez podwijala mi sie ta spodnica przy nauce podnoszenia pacjenta z krzesla.
 a kiedy kazali mi zademonstrowac jak podnosic z ziemi ciezary, prowadzacy skomentowal, ze zrobilam to ....slodko....
co ma sie nijak do profesjonalnosci , oczywiscie, no ale doceniam ze chcial byc mily. zapamieta mnie na pewno, nie wiem tylko czy to dla mnie dobrze....no i musze sie pochwalic , ze szkolenie odbylo sie w jez. brytoli, a ja wszystko zrozumialam.
 
dzis rowniez spotkalam sie wieczorem  z ania na sofie babci parkinson. no ale omine szczegoly, w koncu to nie jest dziennik alkoholiczki tylko czlowieka pracujacego.
aaaa , bo nie powiedzialam najwazniejszego jeszcze -  od niedzieli pracuje u babci parkinson!!!
hura!!!
ania mowi, zebym sie tak nie cieszyla, bo babcia parkinson wieczorem przez 20 min, na stojaco koniecznie -  przyjmuje tabletki , puszczjac przy tym baki.  kiedy opowiadalam to pozniej po ang. monice i kennowi , pomylilam slowa, i zamiast tabletki powiedzialam,,,poduszki,,,,,podobnie brzmi, ale ile uciechey bylo.
jutro znow przyginam na szkolenie, w spodniach...
.
mam nadzieje, ze telefon z agencji potwierdzjacy przawdziwsc  moich referencji z moja mama bedzie trwal nie dluzej niz 10 sek!
tak nalezaloby ukrocic ta rozmowa dla dobra ludzkosci. zadnych opwiesci, tylko: tak, tak, tak, do widzenia.
 
ide spac, rano musze byc u ani na oficjalnym, 20 min treningu....( nie wiem po co, przeciez trenujemy z ania co wieczor,,,, :)
 
00:36, jestem.julia
Link Dodaj komentarz »
londyn, dzien 4

 no i zaczynaja sie zle wiesci:  iw wie juz, ze ania odchodzi z agencji i wsciekla sie, ze nie ma nikogo na jej miejsce do babci parkinson. 

 a kiedy ania powiedziala ze przeciez ja jestem wolna, ta wsciekla sie jeszcze bardziej, ze ania nie bedzie ustawiala jej grafiku, i ze ja nie mam jeszcze czekpolisu i jestem swieza, bez doswiadczenia.

          to oczywiste wykrety z jej strony. jesli wyczula ze kombinujemy cos z ania, zrobi specjalnie nam na zlosc, zeby wyszlo na jej. no chyba ze naprawde nie ma nikogo na msc ani i bedzie miala noz na gardle....zobaczymy. pewnie jutro rano zadzwoni i wezmie mnie na spytki.
 
           a my z ania, na pocieche, kiedy to babcia udala sie na spoczynek, spozylysmy:
 
 - lampke martini z kampari, choc nie mialysmy pojecia czy taki drink istnieje. ( jesli nie, nazwiemy go drinkiem babci parkinson). tak czy siak -  smakowal ohydnie.
 
 - dwie szklaneczki szkockej whiskay z lodem, przy czym ania zhanbila szlachetny trunek coca cola. 
 
 - byl tez gin, ale mialam zaraz ostatni autobus, wiec sobie odpuscilysmy  ;)
 
 - pozarlysmy tez deser babci na dzien jutrzejszy -  ciasto sliwkowe polane jakby....bialym pudingiem oraz mus jablkowyz kawalkami bezy rowniez polany pudingiem. nalezy tu tez dodac ze oni wszyscy polewaja tym sosem wszystko. i slusznie  -  bo dobry jest!
 
              nie martw sie o babcie, zostawilysmy jej troche :)
a babcia jest kochana, wczoraj, kiedy dowiedziala sie ze ania wybiera sie na spotkanie ze mna, babcia kazala jej  zapakowac dla mnie obiad! dostalam lososia z ryzem, pycha! wzruszyla mnie ta kobieta tak bardzo, ze kupilam jej bukiecik kwiatow!
 
              dokonalam tez rzeczy wlasciwie niemozliwej w londynie, to jest....zgubilam sie. zaiste trzeba bylo sie bardzo starac zeby tego dokonac, bo tu wszystko jest doskonale opisane. ale ja i tak pojechalam w przeciwna strona. i mine mialam wcale niespora kiedy przesiadalam sie wieczorem - poznym juz - na dzielnicy murzynskiej.  ale nawet tam bylo spokojnie, a pewna czarna pani uswiadomila mnie milym glosem ze obralam ...,,rong direk'szn ,,
czyli to, czego sie zawsze obawialam: zly kierunek.
 
               oprocz tego ze kupilam 3 pary czarnych skarpetek w swietnej cenie, nawet jak na polskie warunki -  to niczego spektakularnego juz dzis nie dokonalam. chociaz...nie poklocilam sie dzis z siostra! dzien nalezy wiec zaliczyc do udanych! :)
 
                 u mnie juz 2.24 w nocy, w polsce godzine pozniej.
polska....wcale mi jej nie brak, wszedzie slysze polski jezyk, po twarzach poznaje, ze co 3  osoba ktora mijam to polak .
 
bye bye!
czyli : baju baju bedziesz w raju....
 
00:30, jestem.julia
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6